Będąc już "dużą dziewczynką" poczułam ZEW. Zaraziłam się. Postanowiłam spróbować. Najpierw pojedynczo, potem całymi stadami. W ten sposób poznawałam nowe techniki rękodzielnicze. Nadal jest wiele takich, które pozostają dla mnie tajemnicą. Być może kiedyś po nie sięgnę. Póki co cieszę się tymi które zmam, zgłębiam je i... nieustannie żałuję, że mam dla nich tak mało czasu!

Każdą chwilę poświęcam na pasję! Witam Cię w moim rękodzielniczym świecie przyjemności :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podkubeczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podkubeczki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

MandaLOVE

Kochliwa jestem, wiem ;) Ale to tylko w kwestii rękodzieła i nic nie poradzę na to, że darzę uczuciem wszystko co urzeka kolorami i formą :)
Ostatnio zakochałam się w mandali. Niby kółko tylko... może służyć za podkładkę, łapkę kuchenną czy ozdobę na ścianę... a jednak nie takie zwykłe to kółko, przynajmniej w moich oczach ;)
Gdyby nie to, że nie wiem w co mam teraz ręce włożyć żeby się ze wszystkim wyrobić to bym miała już takich kółek z tysiąc, albo i dwa :D Ale mam tylko jedno, które powstało prawie miesiąc temu jako forma terapii uspokajającej po bardzo stresującym dniu, w którym nic, ale to absolutnie nic mi się nie udawało - oprócz mandali, bo ona chyba wyszła całkiem nieźle :)

Wykonana według instrukcji zamieszczonych TU





Kolory takie, bo tylko takie miałam wtedy w kolekcji YarnArt Jeans :) Ale teraz mam już znacznie więcej więc mogę "mandalować" do woli :D Ale najpierw to co muszę i co trzeba, bo jak tak dalej pójdzie to jako organizatorka nie otulę jesieni na czas i będzie wstyd :D

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Od zatrzęsienia...

Co podarować na święta współpracownicom? Jest nas w biurze niewiele, jakoś się już "tradycje" prezentowe poustalały. Ja w tym roku postawiłam na podkubeczki. Trzy zestawy po sześć sztuk. Prosta matematyka - może i niewiele, ale dla mnie w tym przedświatecznym czasie wynik tego działania brzmiał: "od zatrzęsienia". A jak sobie teraz policzyłam, że ich wykonanie zajęło mi 12 godzin to mi się słabo zrobiło ;)

Kolory wybrałam świąteczne - zielony, biały, czerwony... Teraz wiem, że mi osobiście bardziej jednak podobają się jednokolorowe, ale ten eksperyment też nie najgorzej wypada ;)

Wzór jak zwykle ten sam, mój ulubiony ;) Ale po tym hurtowym produkowaniu zapewne prędko do niego nie wrócę ;)








poniedziałek, 2 grudnia 2013

W podziękowaniu, czyli historia burzliwa ;)

Mam ostatnio urwanie głowy. Tzn. głowa mi się urywa, bo postawiłam ostatnio na pracę umysłowe, w związku z czym mam czasami wrażenie, że nie mam już mózgu tylko mus mózgowy ;) Do tego zmęczona jestem do tego stopnia, że jak już umysłowo wypracuję dzienne minimum to po prostu idę spać. I nie obudzi mnie nawet fakt, że jestem coraz bardziej przerażona tym, że święta tuż tuż, a ja jestem w szczerym polu. Wiem już, że nie będzie u mnie hand-madowych prezentów dla każdego, dla kogo chciałabym coś przygotować, bo po prostu nie jestem w stanie tego ogarnąć. Powstanie na pewno męski szalik (jeszcze nie jestem pewna jaki, ale już jestem na tropie ;)) i może jakieś drobiazgi dla dzieciaczków, ale to tylko może...

A teraz korzystam z chwili wolności w pracy i nadrabiam zaległości. :)

W czasie porządkowania zdjęć zorientowałam się, że nie pokazałam prezentu, który na zlecenie mojej Mamy przygotowałam dla znajomej. Tzn. nie tylko ja przygotowałam, to była praca zespołowa :D

A prezent wyglądał tak:



Zestaw podkubeczków, z mojego ulubionego wzoru, prezentowanego już w tym poście.


Dwie poduszki, hand-made by Mama :) 
Moja Mama jest krawcową z zawodu. Ja, przy maszynie siedziałam raz, skutki dość marne były, ale jeszcze wszystko przede mną :D Im coś bardziej opornie wchodzi tym większą mam ochotę to pokonać i się nauczyć :D

Szkatułka hand-made zakupiona w sieci, już nie potrafię określić gdzie. Troszkę mnie ta szkatułka rozczarowałam, bo zdjęcie ukazywało brązowe wieczko, a w rzeczywistości jest ono niebieskie, co nie zmienia faktu, że szkatułka jest śliczna :)

Do całości dorzuciłam kilka cynamonowych świeczuszek....

... i zapakowałam w skromną paczkę :) W takiej formie prezent trafił do S.

Kilka tygodni później to ja dostałam od S. prezent - o tu o tym pisałam ;) Już wtedy wiedziałam, że skoro dostaję takie wory włóczki, to muszę się czymś włóczkowym odwdzięczyć, dlatego szybciutko powstała w mojej głowie wizja komina zimowego :) Wybrałam też włóczkę, która w moich oczach pasowała idealnie do osoby, która miała być obdarowana i...

...zabrałam się do pracy :) Żeby szydełkowanie nie zajęło mi sto lat,  dziergałam równocześnie z trzech nitek, zyskując tym samym grubość odpowiednią dla szydełka 8 mm :)

Korzystałam z tego wzoru, jednak poddałam go lekkiej modyfikacji... chyba bym nie była sobą, gdyby do tego nie doszło :D Rach-ciach i w swa wieczory komin był gotowy! Połączenie trzech nitek sprawiło, że jego kolor był wspaniały - powodem był fakt, że jeden kłębek miał troszkę inny odcień, czego początkowo nie zauważyłam - gapa ;) Włóczka delikatnie gryzła, ale ja jestem wybitnie na to uczulona. Wiedziałam, że po zabiegach kosmetycznych z użyciem płynów zmiękczających wszystko będzie ok. I wtedy stałą się rzecz po prostu koszmarna...

Wymiękczony komin został zostawiony do wyschnięcia, a ja powędrowałam do pracy. Ten moment wykorzystała moja Mama i zwinąwszy komin, zawiozła go i przekazała S. Krew mnie zalała i zemdlałam z rozpaczy, bowiem komin ten w moich oczach był NIEDOKOŃCZONY! Wystawały z niego niepochowane nitki, nie został przeze mnie ostatecznie zaakceptowany i wygładzony. Płakać mi się chciało, że taka "flejowata" robota będzie mnie w świecie reprezentowała :(

Na dodatek nie miałam żadnych zdjęć, które pokazałyby jak fajnie zgrały się niteczki, tworząc ciepły melanżyk układający się w fajnym wzorze...

Pojechałam do Sylwii i udało mi się cyknąć fotki, ale ich jakość i cały anturaż musicie mi wybaczyć. I tak nadal pozostaję w rozpaczy, że nie dostałam komina do poprawek - S. się zaparła, że mi go nie odda, absolutnie nie ma takiej opcji, już się wszystkim pochwaliła i nie zamierza się z nim rozstawać. 






wtorek, 26 listopada 2013

Re-re kum-kum ;)

Witam Was serdecznie i pierwszośniegowo w dziewięćdziesiątym (!!!) poście. :) Jakoś tak ostatnio mam zaległości, trudno mi dotrzeć do bloggera i naskrobać kilka słów, choć mam konkretny plan co do kolejności postów i w ogóle. I miały się one pojawiać od soboty... dziś wtorek, a ja dopiero teraz coś tam... bo wczoraj na ten przykład, wyłączyłam komputer, po czym pomyślałam, że przecież post, że miało być o zieleni... i poszłam spać ;) A spać to ja teraz chodzę o niepokojąco przyzwoicie wczesnych porach! Gdzie się podziały te czasy, kiedy siedziałam do późnych godzin po północy i tworzyłam, aż furkotało? Na dzień dzisiejszy potrzeba snu jest silniejsza ;)

Ale do rzeczy! Pomijając zaległości, które nadal zalegają w kufrach i odmętach mojej pamięci, spieszę uaktualnić blog o najnowsze niewielkie tworki :)

Ostrzegam - będzie zielono, więc jak ktoś się obawia, że w dniu, kiedy na dużym terenie naszego kraju pojawił się pierwszy śnieg ta zieleń zbyt bardzo przywoła tęsknotę za wiosną, to może nie patrzeć. Wybaczę ;)

W ubiegłą sobotę przypadały urodziny mojego F., zwanego Ropuszkiem, co dało się tu już zauważyć ;) Dzień to podniosły i wspaniały i w ogóle ;)
Przyznaję się bez bicia, że nie postarałam się i nie spędziłam kilkunastu długich nocy własnymi rencami  przygotowując niepowtarzalny prezent. Upominek był praktyczny i jak najbardziej kupny. Ale nie byłabym sobą gdybym choć drobiażdżku hand-madowego nie przemyciła ;)

I tak oto najpierwej powstała koniczynka...




która zawędrowała do portfela i razem z nim zawinięta została w małą, skromną paczuszkę ;)




I tyle by było w temacie urodzin, gdyby nie fakt, że ja to niecierpliwa strasznie jestem :D


Jakiś czas temu poczyniłam zamówienie u Porcelinki - ot, takie pierwsze skorupki do Nowego Domu. Nowy Dom się co prawda jeszcze buduje i długo się będzie budował, ale jak się rzekło - niecierpliwa jestem :D


Kubeczki przez Porcelinkę zmalowane rozmiękczyły moje serce i spodobały się, jak się potem okazało, nie tylko mnie, ale dosłownie wszystkim, którzy je mieli w swoich łapkach ;)
Ale zanim trafiły do torebki prezentowej, stały na mojej półce i mnie łaskotały po palcach -  nie wiem jak, ale były do tego zdolne ;) Nie wytrzymałam długo! Chwyciłam za szydełko i szybciutko uczyniłam dla nich podkładki, oczywiście nadal w temacie ;)


Zanim jeszcze zdążyłam jedną dokończyć moja Mama zaordynowała, że jedna z nich musi mieć koronę, bo skoro każdy Ropuszek po kolei ją miał to tym razem nie może być inaczej. Mamy słuchać się trzeba (przecież nie wypuściła by mnie z domu bez tej korony - cóż to by była za zniewaga dla F. :D), więc książęca korona na żabiej podkładce powstała :)









Inspiracja na podkładki zaczerpnięta STĄD

I taki właśnie zestaw trafił do zielonej torebki (torebka oczywiście MUSIAŁA być zielona, nie mogło być inaczej! Co ja się naszukałam zielonej torebki... bo owszem są zielone, ale z motywem choinki, a to jakby trochę nie w temacie jednak ;)).


Kubeczki są teraz pilnie strzeżone i jak tylko Nowy Dom zyska kawałek blatu jakiegoś w kącie, w którym docelowo ma być kuchnia, zostaną do niego przeniesione, a wtedy będzie można na dobre rozpocząć rytuał picia kawki :)


To by było chyba na tyle w temacie urodzin. Niebawem będzie troszkę w temacie narodzin :)

Pozdrawiam serdecznie :)






środa, 19 czerwca 2013

Spóźnione urodzinowe upominki

Jeszcze w styczniu zapisałam się na bardzo fajną i niezwykle oryginalną zabawę u raeszki. Zabawa polega na wzajemnym obdarowywaniu się upominkami z okazji urodzin. Raeszka zaproponowała, że wyśle 12 prezentów urodzinowych, a jedynym warunkiem wzięcia w tym udziału była chęć obdarowania Pomysłodawczyni w dniu Jej święta. Zapisałam się bardzo chętnie i wywalczyłam sobie miejsce w zwycięskiej dwunastce - no bo kto nie lubi dostawać prezentów? Ja dodatkowo lubię je przygotowywać :)

Prezent już dawno dotarł do raeszki, a ja dopiero dziś publikuję (paskudnej jakości - wybaczcie!) zdjęcia drobiazgów, które przygotowałam:

- był zestaw szydełkowej biżuterii, w brązowym kolorze, bo raeszka zdradziła, że to Jej ulubiona barwa :)
Bransoletkę wykonałam według wzoru prezentowanego przez Antoninę, natomiast naszyjnik to już moja wariacja na temat tego wzoru.



- były dwa komplety podkubeczków ;), które można wykorzystać w każdy inny sposób jaki do głowy przyjdzie :)



- był zielony listek-broszka, taki sam, jak ten, który pokazywałam TUTAJ


- było też coś przydasiowego, czyli gazetka ze wzorami i cieniowana mulina, w odcieniach brązu :)


- były też słodycze, herbatki i kartka z życzeniami :)


Mam nadzieję, że prezenty się obdarowanej spodobały, a mail z podziękowaniami nie był wyłącznie grzecznościowy :)

Pozdrawiam Was słonecznie :) Zjawię się, mam nadzieję niebawem z misiem TT, ale poza tym moje robótki leżą odłogiem, bo grzmi nade mną sesja :/



środa, 29 maja 2013

Dla chłopaka i dziewczynki

Naszła mnie pilna potrzeba! Jadę jutro do koleżanki w calach naukowych (tak, tak, biedne studentki w święta się spotykają żeby pisać projekty ;)) i sobie pomyślałam, że nie chcę z pustymi rękoma jechać, a nawet ciacha nie kupię, bo to przecież jutro święto. Może mogłabym upiec coś na szybko, ale nie miałam jakoś natchnienia. Za to naszła mnie wena i w dwie godzinki powstał mały prezencik :)

Stworzyłam dwie podkubeczki z wzoru, który znalazłam na Tuts+.
Te podstawki bardzo przypadły mi do gustu i jak tylko je zobaczyłam, wiedziała, że to właśnie nimi się dziś zajmę. Trochę jednak zmieniłam schemat - dodałam kolejny rządek, bo podkładki byłyby za małe ;)

Moje podkubeczki są białe, bo właśnie takie najbardziej będą pasowały do mieszkania M. Ale żeby nie były nudne mają kolorowe wstawki. Kolory dla chłopaka i dziewczynki, czyli dla M. i M. ;) Ok, dla chłopaka powinno byś niebiesko, ale z braku włóczki jest zielono i też dobrze :)




Muszę powiedzieć, że po raz kolejny przekonałam się, że najwygodniej szydełkuje mi się z rozrysowanego schematu. Opisy nie są dla mnie czasem czytelne, szczególnie takie anglojęzyczne, naładowane skrótami ;)




Kidy już miałam gotowe obie podkubeczki pozostało już tylko je jakoś zapakować, bo przecież nie dam ich tak z ręki ;) Przeanalizowałam w głowie swoje zasoby związane z pakowaniem i wymyśliłam ;)

Kawałek białego papieru, stworzony naprędce stempelek (w dzisiejszym poście Makola podsunęła mi pomysł wykorzystania do tego celu gumki do mazania ;)), trochę tuszu i kawałek rafii - powstała mała paczuszka :)



Szału nie ma, ale jest wesoło, bo w niektórych momentach zamiast kwiatka i serduszka pojawia się uśmiechnięta mordka ;P


A z tak przygotowanym podarkiem mogę ze spokojnym sumieniem jechać na kawę połączoną z intensywną pracą nad projektem :)

Miłego świętowania Wam życzę :) Oby pogoda nam wszystkim dopisała!

poniedziałek, 18 lutego 2013

Lemoniada

Kiedy jakiś czas temu wysłałam swoje pierwsze podkubeczki do Ann (o czym pisałam tu)natychmiast otrzymałam maila (więc schemat się powtarza :)) z kolejnym zamówieniem :) Już wcześniej zamówiony został kwiatek-broszka w kolorze limonkowym (bo to przecież kolor sezonu będzie!!!:)). Potem lista poszerzyła się o podkubeczki w tym samym kolorze i liczbie SZEŚCIU sztuk w formie kwadratu.

Mi dwa razy mówić nie trzeba ;) Ale ileż ja się naszukałam włóczki w odpowiednim kolorze! Ostatecznie i tak kupiłam dwa rodzaje - cieńsza na kwiatek oraz grubsza na podkładki i szalik prezentowany w poprzednim poście.

Dużo czasu zajęła mi realizacja tego zamówienia przyjacielskiego, aż powoli zaczynałam mieć wyrzuty sumienia, choć nikt mnie absolutnie nie poganiał, ani nie wyznaczał terminów. Ja jednak już tak mam, że niecierpliwa jestem i chcę wszystko już, teraz, natychmiast :)

W piątek wszystko dotarło na miejsce, a ja mogę co nico wreszcie na blogu pokazać :)

Zacznę może od podkubeczków :)

Miały być kwadratami pełnymi, a nie babcinymi, jak te wcześniej prezentowane. Teoretycznie powinnam chyba dziergać same półsłupki, ale ja się chyba za szybko nudzę ;) Zasnęłabym przy takiej ilości półsłupków w równych rządkach :)


Dlatego wykombinowałam swój własny wzór. Po rządku półsłupków, powstały dwa rządki słupków, a potem nawet słupków podwójnych. Następnie półsłupki i wszystko jeszcze raz tak samo, tylko odwrotnie ;) Nie byłam pewna, co z tego wyjdzie i bardzo pozytywnie się zdziwiłam, kiedy po zakończeniu robótki okazało się, że podkładka jest idealnym kwadratem :D Kwadraciki mają boki o długości ok 12 cm (byłam tak zaaferowana pakowaniem, że zapomniałam zmierzyć :))


Komplecik zapakowałam w paczuszkę, a że byłam w walentynkowym nastroju to i serduszko dołączyłam :)



Przedmiotem zamówienia miał być jeszcze kwiatek. Tym razem zrobiłam go z trochę innego wzoru i nie do końca jestem z niego zadowolona. Ten poprzedni, który trafił do Julii, podobał mi się bardziej :) Ale może to tylko moje widzimisię ;)



No nie wiem.. taki wywinięty i krzywo-koślawy... Wielkość: jakieś 5-6 cm średnicy.

Żeby zrekompensować jego koślawość i też dlatego, że już tak mam, że coś od siebie dodać muszę ;) powstał drobiażdżek z resztki włóczki, która pozostała mi z motka włóczki wykorzystywanej na podkubeczki.



Mały (8-9 cm długości), wiosenny listek, który bardzo przypadł mi do gustu :) Jest naprawdę uroczy i dobrze zachomikowałam sobie schemat na jego wykonanie, bo jest takim drobiazgiem, do którego na pewno wrócę :) 



Jakoś tak na tych moich zdjęciach niewiele widać... Musicie mi na słowo wierzyć, że jest naprawdę fajny :)

Zmykam teraz pobyć trochę studentką ;) 



piątek, 1 lutego 2013

Prezent nie-niespodzianka

Uwielbiam niespodzianki. I to nie tylko kiedy dostaję coś niespodziewanie. Uwielbiam robić niespodzianki i czasem aż mnie skręca żeby pisnąć słówko lub dwa, ale powstrzymuję się, chcąc aby prezent ode mnie był całkowitym zaskoczeniem :) Nie zawsze jest mi dane oglądać reakcje na żywo, ale to nie zmienia faktu, że... uwielbiam niespodzianki :)

Tym razem jednak nie było niespodzianki. Pisząc o swoich podkubeczkach zniszczyłam na to szansę ;) Ale może nie tak zupełnie..?

W momencie kiedy pojawia się ten post ja (po wielkich perturbacjach) jestem w Poznaniu. I myślę, że moje wytwory trafiły już do właściwych rąk.
A co takiego zrobiłam tym razem?

Oczywiście obiecane podkubeczki! Z nowego wzorku, w dwóch rozmiarach.
Jedna para trafiła do rączek Julii, drugą przygotowałam dla Jej Mamy, w podziękowaniu za gościnę :)

A wyglądają one tak:





Średnica 12 cm

Średnica  8,5 cm

Podkubeczki te powstały z nowego motka czerwonej włóczki :) Jest to akrylowa włóczka "Kot" - wyczytałam, że ta włóczka zastępowana jest przez "Puchatą kotkę" i ubolewam nad tym faktem, bo znając obie włóczki stwierdzam, że dużo bardziej lubię Kota. Ale nie o rynku włóczek miał być ten post ;)

Oprócz podkładeczek przygotowałam też coś jeszcze - no, tak całkiem bez niespodzianek być nie mogło przecież ;) Choć chyba można było się domyślić... nie wnikam ;)

Są to dwie broszki w "kolorze sezonu" ;)

Pierwsza, mniejsza, z prezentowanego już wzorku. Niewielki kwiatek wykonany z akrylowej limonkowej włóczki Elian Nicky  szydełkiem 4 mm.

Średnica 5,5 cm

A do kompletu drugi kwiatek, z przypadkiem wyszukanego w sieci wzorku (jak wyszukałam to musiałam spróbować, tak? ;)). Tym razem w ruch poszło szydełko 6 mm i wspomniana wcześniej Puchata Kotka - na potwierdzenie, że to kolor sezonu - również zieloniutka ;)

Średnica 11 cm





Dużo zdjęć tym razem i chyba mniej mojego gadania ;) I może niech tak zostanie :) Szykuję się do wyjazdu :)

Kolejne twory już wkrótce ;)