Witam Was serdecznie i pierwszośniegowo w dziewięćdziesiątym (!!!) poście. :) Jakoś tak ostatnio mam zaległości, trudno mi dotrzeć do bloggera i naskrobać kilka słów, choć mam konkretny plan co do kolejności postów i w ogóle. I miały się one pojawiać od soboty... dziś wtorek, a ja dopiero teraz coś tam... bo wczoraj na ten przykład, wyłączyłam komputer, po czym pomyślałam, że przecież post, że miało być o zieleni... i poszłam spać ;) A spać to ja teraz chodzę o niepokojąco przyzwoicie wczesnych porach! Gdzie się podziały te czasy, kiedy siedziałam do późnych godzin po północy i tworzyłam, aż furkotało? Na dzień dzisiejszy potrzeba snu jest silniejsza ;)
Ale do rzeczy! Pomijając zaległości, które nadal zalegają w kufrach i odmętach mojej pamięci, spieszę uaktualnić blog o najnowsze niewielkie tworki :)
Ostrzegam - będzie zielono, więc jak ktoś się obawia, że w dniu, kiedy na dużym terenie naszego kraju pojawił się pierwszy śnieg ta zieleń zbyt bardzo przywoła tęsknotę za wiosną, to może nie patrzeć. Wybaczę ;)
W ubiegłą sobotę przypadały urodziny mojego F., zwanego Ropuszkiem,
co dało się tu już zauważyć ;) Dzień to podniosły i wspaniały i w ogóle ;)
Przyznaję się bez bicia, że nie postarałam się i nie spędziłam kilkunastu długich nocy własnymi
rencami przygotowując niepowtarzalny prezent. Upominek był praktyczny i jak najbardziej
kupny. Ale nie byłabym sobą gdybym choć drobiażdżku hand-madowego nie przemyciła ;)
I tak oto najpierwej powstała koniczynka...
która zawędrowała do portfela i razem z nim zawinięta została w małą, skromną paczuszkę ;)
I tyle by było w temacie urodzin, gdyby nie fakt, że ja to niecierpliwa strasznie jestem :D
Jakiś czas temu poczyniłam zamówienie u
Porcelinki - ot, takie pierwsze skorupki do
Nowego Domu.
Nowy Dom się co prawda jeszcze buduje i długo się będzie budował, ale jak się rzekło - niecierpliwa jestem :D
Kubeczki przez Porcelinkę zmalowane rozmiękczyły moje serce i spodobały się, jak się potem okazało, nie tylko mnie, ale dosłownie wszystkim, którzy je mieli w swoich łapkach ;)
Ale zanim trafiły do torebki prezentowej, stały na mojej półce i mnie łaskotały po palcach - nie wiem jak, ale były do tego zdolne ;) Nie wytrzymałam długo! Chwyciłam za szydełko i szybciutko uczyniłam dla nich podkładki, oczywiście nadal w temacie ;)
Zanim jeszcze zdążyłam jedną dokończyć moja Mama zaordynowała, że jedna z nich musi mieć koronę, bo skoro każdy Ropuszek po kolei ją miał to tym razem nie może być inaczej. Mamy słuchać się trzeba (przecież nie wypuściła by mnie z domu bez tej korony - cóż to by była za zniewaga dla F. :D), więc książęca korona na żabiej podkładce powstała :)
Inspiracja na podkładki zaczerpnięta
STĄD
I taki właśnie zestaw trafił do zielonej torebki (torebka oczywiście MUSIAŁA być zielona, nie mogło być inaczej! Co ja się naszukałam zielonej torebki... bo owszem są zielone, ale z motywem choinki, a to jakby trochę nie w temacie jednak ;)).
Kubeczki są teraz pilnie strzeżone i jak tylko
Nowy Dom zyska kawałek blatu jakiegoś w kącie, w którym docelowo ma być kuchnia, zostaną do niego przeniesione, a wtedy będzie można na dobre rozpocząć rytuał picia kawki :)
To by było chyba na tyle w temacie urodzin. Niebawem będzie troszkę w temacie narodzin :)
Pozdrawiam serdecznie :)