Wyciągnęłam chustę z kufra... O tym, że powstaje/będzie powstawać pisałam już wcześniej. W
TYM POŚCIE prezentowałam jej pierwowzór. Druga wersja powstała ostatecznie jakoś we wrześniu, ale dopiero teraz doczekała się publikacji.
Opóźnienie wynika głównie z faktu, że chusta po dziś dzień nie została zblokowana. Wstyd i hańba, ale mi się najzwyczajniej w świecie nie chciało, albo czasu nie miałam, albo miejsca odpowiedniego (to też jest ważny argument!). Jako że chusta jest prezentem dla mojego skromnego JA, nie przejmuję się tym zbytnio. Jednak zauważam, że blokowanie by się jej przydało, aby zyskała cały swój blask - bo potencjał to ona ma wielki ;)
Podoba mi się ona bardzo, ten wachlarzykowy wzór, delikatność, elegancja.... ale wymęczyła mnie diablica okrutnie! :) Trochę też dlatego nie mam już cierpliwości żeby ją przyszpilić do podłoża ;) Może nastąpi to na wiosnę, jak już będę mogła proces blokowania przeprowadzić na powietrzu ;) Ale żeby nie czekać na ten moment, który może wcale nie nastąpić, przedstawiam moją chustę dziś. Zdejmuję tym samym z sumienia jedną z zaległości (i się w głębi ducha zastanawiam, czy sesja, którą przeprowadziłam wszystkim zalegającym po kątach "wyrobom" niepublikowanym rzeczywiście obejmuje WSZYSTKIE wyroby... czy to może być skleroza? Na pewno jest to znak, żeby niczego nie zostawiać na później ;))
Więc nie przedłużając już... ta daaaam! Chusta w wersji drugiej! Dwukolorowa, brzoskwiniowo-złota, lub jak kto woli brzoskwiniowo-musztardowa, ale to kulinarne zestawienie kolorów jakoś mało apetyczne jak dla mnie ;)
Za jakość sesji przepraszam - nadal czekam na wiosnę ;)
Moja naczelna modelka :D Myślę sobie, że muszę ukraść Mamie manekina krawieckiego... a poza tym oddać w końcu tę lalkę ;) Choć przydatna jest bardzo w czasie sesji różnorakich i mam ochotę sprawić sobie własną ;)