Będąc już "dużą dziewczynką" poczułam ZEW. Zaraziłam się. Postanowiłam spróbować. Najpierw pojedynczo, potem całymi stadami. W ten sposób poznawałam nowe techniki rękodzielnicze. Nadal jest wiele takich, które pozostają dla mnie tajemnicą. Być może kiedyś po nie sięgnę. Póki co cieszę się tymi które zmam, zgłębiam je i... nieustannie żałuję, że mam dla nich tak mało czasu!

Każdą chwilę poświęcam na pasję! Witam Cię w moim rękodzielniczym świecie przyjemności :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bransoletka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bransoletka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 lipca 2014

Na przekór, czyli zaplątana pomarańcza

Zimno - źle. Gorąco - źle. Pada deszcz, czy żar się leje z nieba - ciągle źle. Oj, marudnym jesteśmy narodem ;) Ja też narzekam trochę, bo duchota w połączeniu z niekończącym się remontem, który mam w pracy po sąsiedzku (trzeci tydzień niemal nieustannego kucia i wiercenia...) sprawia, że wracam do domu niezdolna do życia, a teraz wyjątkowo potrzebuję spokoju. Trudno, trzeba wziąć się w garść ;)

W miniony weekend miałam plan urządzenia sesji zdjęciowej na potrzeby bloga. Wszystko to w ramach wyprawy rowerowej, na którą wybrałam się z moim F. Niestety z planów nic nie wyszło, bo Chełmno przywitało nas nagłą zmnianą pogody - wyjeżdżaliśmy przy ok. 30 st., na miejscu było prawie 15 st. mniej, wiatr, przelotny deszcz - pogoda nie nastrajająca do robienia zdjęć. Szybko zebraliśmy się w drogę powrotną i zrobiliśmy to w najlepszym momencie, bo na ostatnim kilometrze złapał nas deszcz - mieliśmy wielkie szczęście, bo w zasadzie cały dzień uciekaliśmy przed ulewą, jak się ostatecznie okazało ;)

Zdjęć nowych więc nie ma, ale mam nadal takie zaległości, że zawsze się znajdzie coś co zostało już obfotografowane ;) A na sesje w fajnych miejscach będą jeszcze niezłe okazje ;)

Dziś o tym, jak lubię działać na przekór ;) Jestem w tym mistrzynią :D
Przyznałam się już w komentarzach u współdziergających jesienny sweter, że uległam pokusie i zaczęłam już pracę - w przyszłym tygodniu pojawi się więc post z całkiem znacznym przyrostem ;) (mam nadzieję, że będę już wtedy bardzo szczęśliwą, wolną osobą ;)) Ale co tam jeden sweter - trzeba się uczyć do obrony to ja będę od razu dwa swetry dziergać - na przekór ;) Ten drugi będzie dla mamy, wg wzoru z Diany, który pokazywałam w jednym z poprzednich postów - mama moja próbowała ten sweterek zamówić u mnie, ale zrezygnowała dochodząc do wniosku, że się w życiu nie wyrobię :D Mam nadzieję zrobić jej miłą niespodziankę - oby tylko ostatecznie sweter dobrze pasował - mam na razie prawie cały tył i wydaje się być ok...

Rozgadałam się dziś... streszczając się przechodzę do zaplątanej pomarańczy, czyli kolejnego dowodu działania na przekór - typowo zimowa biżuteria ofiarowana w prezencie wprost na największe upały :D

Kiedy w moich wzorach pojawiła się wściekle pomarańczowa włóczka (żeby być precyzyjną muszę powiedzieć, że to jest wręcz oczojebny kolor, za przeproszeniem) wiedziałam, że muszę ją wykorzystać na bliżej nieokreślone "coś", dla bardzo konkretnego Kogoś ;)

Leżała, leżała, aż się doczekała ;) Powstała zaplątana bransoletka, siostra śliwkowej zaplątanej. Tym razem dłuższa - wystarcza na trzykrotne oplecenie nadgarstka, może pełnić rolę naszyjnika. Zastosowałam też zapięcie w formie magnesika - mam nadzieję, że będzie sprawdzało się lepiej niż poprzednie ;)

Po potoku słów przyszła pora na parę zdjęć ;)







Taki to właśnie rzucający się mocno w oczy drobiazg :) 

czwartek, 6 lutego 2014

Zaplątana do potęgi

Technicznie rzecz ujmując, właściwie wszystko co tu pokazuję jest w jakimś stopniu zaplątane. Dziś jednak pokażę przedmiot, który nie dość, że powstał poprzez plątanie nitki, to jeszcze elementy zostały zaplątane. Doskonała metafora tego jak się czuję ostatnio :D

Zaplątana do potęgi bransoletka powstała dzięki fantastycznym Kobietom Addicted to Crafts, które na swoim blogu przedstawiły sposób na jej wykonanie. Pomyślałam wtedy, że to fajny sposób na proste ćwiczenie drutowych ściegów i zaraz się za to zabrałam. Po wykonaniu jednego paska, zorientowałam się, że wybranej włóczki nie starczy mi raczej na drugi taki sam, więc wzięłam inną, o tej samej grubości. Jednak okazało się, że choć włóczki podobne, to paseczki różnią się wielkością znacznie, więc sprułam wszystko, odłożyła i zapomniałam o temacie ;)

Przypomniałam sobie o tej bransoletce, kiedy Dziewczyny w jednym z ostatnich postów wspomniały, że przedłużają wyzwanie. Wzięłam nowy kłębuszek włóczki, chwyciłam za druty i tym razem nie zrezygnowałam zanim nie skończyłam :)

I tym sposobem mam swoją Zaplątaną do potęgi.



Mimo że jest stosunkowo krótka, można ją nosić na wiele sposobów. Ba, nawet naszyjnikiem może być :D 
Dodatkowym atutem jest jej niewątpliwa funkcja grzewcza ;) Po prostu idealna bransoletka na zimę!




Instrukcję wykonania bransoletki znajdziecie TU, przy okazji możecie zwiedzić całego bloga - gwarantuję, że będziecie świetnie się bawić :) Polecam! Tylko nie zapomnijcie zabrać ze sobą smakołyku dla Tosi - w przeciwnym razie możecie wyjść stamtąd podrapane, czy coś... bardzo zadziorna kotka z tej Antoniny :D

wtorek, 22 października 2013

Broszka po raz drugi i... tego jeszcze nie było ;)

Po pierwsze broszka, bo udało mi się ją wykończyć :)





Trochę inne kolory i kolorowe koraliki, zamiast jednorodnych :) 
A kupując koraliki trochę poszalałam w tym temacie i w związku z tym powstała bransoletka, czyli coś czego tu jeszcze nie było ;)
Jakoś nie ciągnie mnie do tworzenia biżuterii na dużą skalę (zresztą, czy ja cokolwiek tworzę na dużą skalę? :P), ale klika sztuk drobiazgów dla siebie mogę czasem zrobić ;) Szczególnie jeśli nie wymaga to szczególnych umiejętności, bo nawlekać na sznureczek to każdy umie :D
Oto efekty:







A na koniec moja różyczka i dowód, że dziś słoneczko pięknie świeci :)