Będąc już "dużą dziewczynką" poczułam ZEW. Zaraziłam się. Postanowiłam spróbować. Najpierw pojedynczo, potem całymi stadami. W ten sposób poznawałam nowe techniki rękodzielnicze. Nadal jest wiele takich, które pozostają dla mnie tajemnicą. Być może kiedyś po nie sięgnę. Póki co cieszę się tymi które zmam, zgłębiam je i... nieustannie żałuję, że mam dla nich tak mało czasu!

Każdą chwilę poświęcam na pasję! Witam Cię w moim rękodzielniczym świecie przyjemności :)

czwartek, 2 lipca 2015

12 czapek - odcinek ósmy: Po prostu Pome

Czapka czerwcowa powstała w terminie. Zazwyczaj jest tak, że wyrabiam się z projektem do około połowy miesiąca, a potem przez drugie pół nie mogę wyrobić się z publikacją. Tak to chyba jest jak się ma ograniczony dostęp do Internetu. I dobre to i złe. Ale czasami po prostu niewygodne.

Zdjęcia są jakie są. Nie mam czasu i warunków na plenery, choć pogoda zachęca. Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. W myśl tej zasady za manekina posłużył wazon :D

Wzór oczywiście wyszukany w skarbnicy raverly: Pome by Agata Smektala. Włóczka YarnArt Tweed - niecałe pół motka. DO tego kilka krótkich wieczorów i taki efekt ;)












Zdaje mi się, że będę się z nią lubić w przyszłym sezonie ;) I muszę przyznać, że pomimo zatrważającej ilości warkoczyków i splątań różnorakich czapkę robiło się z wieeeelką przyjemnością. Nawet się nie wkurzałam, że drut pomocniczy był niezbędny nieustannie ;)
Tak sobie na nią patrzę i myślę, że pasował by chyba do niej futrzany pompon... Może przed zimą się takiego doczeka ;)

środa, 10 czerwca 2015

12 czapek - odcinek siódmy: Bonetka z historią

Minął maj, a moja czapka nie doczekała się publikacji. Powstała w połowie miesiąca, ale w związku z tym, że maj był dla mnie wyjątkowo ciężki, nie doczekała się sesji i blogowej kariery. A kiedy w długi weekend postanowiłam nadrobić tę zaległość pojawiły się problemy techniczne, które skutecznie mi to uniemożliwiły :(

Bonetka, która stała się moją czapką majową ma długą historię. Kiedy znalazłam wzór na nią (i sukienkę do kompletu) byłam tak zakochana, że publicznie wzdychałam z żalem, że nie mam w pobliżu siebie dziewuszki, którą mogłabym w taki zestaw ubrać. Wtedy to odezwała się do mnie dawna znajoma, która oczekiwała narodzin córeczki. Chciała komplecik do chrztu zamówić, a ja byłam tak podekscytowana, że szybko zabrałam się za czapeczkę, z pierwszej lepszej posiadanej przez siebie włóczki. Tak na próbę, żeby wiedzieć jak wyjdzie ;) Do finalizacji zamówienia nie doszło, a mi została niewykończona czapka w rozsypce, do której straciłam zapał kiedy zabrałam się za inne projekty - wtedy był to Ropuszy sweter ;)

Wiedząc, że maj będzie u mnie obfitował w pracę, która skutecznie pozbawi mnie sił i czasu postanowiłam dokończyć tę czapeczkę i tym samym w kilka chwil "odfajkować" kolejną pozycję w wyzwaniu. Tak też się stało. Wykończenie zajęło mi chyba niewiele ponad pół godziny, a potem rozpoczął się długi okres leżakowania bonetki ;)

Zdjęć nie mam do tej pory, ale posta publikuję, bo chcę się podlinkować u Oli ;) Sesję zrobię dziś i uzupełnię posta... choć nie obiecuję, bo to różnie jednak bywa. Postaram się jednak! ;)

EDIT: Udało się, choć dzień oczywiście przyniósł niespodzianki niekoniecznie przyjemne...





Czapka czerwcowa powolutku się tworzy ;)

wtorek, 28 kwietnia 2015

12 czapek - odcinek szósty: W cegiełki

Minął kolejny miesiąc, więc przyszła pora na prezentację następnej czapki w wyzwaniu Korespondentki wojennej. To już półmetek, jak to szybko minęło!

Tym razem wybrałam wzór szydełkowy. Czapkę robiłam z myślą o rocznym dziecku, ale jak to u mnie zwykle bywa, pojawił się problem z dopasowaniem rozmiaru. Jedno okrążenie mniej w "denku" i obwód byłby nawet nie na styk. Po dodaniu kolejnego okazało się, że czapka bez problemy wchodzi na moją głowę, wybitnie nie "roczną" :D Myślę, że docelowo będzie pasować na 10-latka. Cóż, może kiedyś trafię jeszcze z rozmiarem... :D

Co jeszcze mogę o niej powiedzieć? Zakochałam się we wzorze "cegiełek". Pięknie to wygląda zarówno na prawej jak i na lewej stronie! Od razu zrodził się u mnie pomysł żeby wykorzystać to w kocyku. Jednak byłby to bardzo ciężki koc, bo wzór baaaardzo włóczkożerny. Ale spójrzcie, czyż nie piękny?
strona prawa...

...i lewa

Namęczyłam się też z daszkiem. Ten rozpisany przez autora w ogóle mi nie wychodził, musiałam kombinować sama. Nie jest idealnie, ale tak już zostanie ;)

Wzór znaleziony oczywiście na ravelry, coraz bardziej zaprzyjaźniam się z tym portalem i podejrzewam, że umrę zalogowana właśnie tam, przeglądając wszystkie te piękne projekty :P Ale są też plusy: usystematyzowałam swoje robótkowe plany, stworzyłam kolejkę i staram się poza nią nie wykraczać... no, a jak już mnie przyciśnie to zawsze można dodać do kolejki :D

Pora na pokaz zdjęć. Autorem tych na ludziu (czyli mnie) jest mój F. Muszę przyznać, że ma oko i wyłapuje fajne detale. Muszę go tylko jeszcze przekonać, że do udokumentowania czapki nie jest potrzebne ujęcie całej sylwetki ;) Ale zawężania kadru można się nauczyć :D


Falujący daszek w roli głównej... ale jak widać - funkcjonalny, a o to przecież chodzi :D


Jeszcze jedna rzecz, co widać na tym zdjęciu. Nie mam pojęcia dlaczego czapka trzyma taką formę. Nie żeby mi to przeszkadzało, wręcz przeciwnie, dzięki temu staje się jeszcze bardziej "chłopięca", ale dlaczego tak się dzieje... nie robiłam w żadnym momencie słupków wbijanych w tylne oczko, więc teoretycznie nie powinno... zagadka :D



Kadrowanie, kadrowanie... :P


To sobie sama wycięłam z dużego zdjęcia, dlatego też ciut gorzej z ostrością...


I brzozowe-love na koniec. :) 

Pędzę teraz pooglądać pozostałe czapki, a Was zostawiam z życzeniami słonecznego weekendu majowego. Sobie też takiego życzę, bardzo, bardzo mocno :) Mam w planach piękną wycieczkę i bardzo mi zależy na pogodzie, bo to dla mnie ostatnia szansa na odrobinę wypoczynku przed czekającym mnie czterotygodniowym maratonem komunijnym, w którym będę uczestniczyć w roli organizatora przyjęć... oj, będzie ciężko!