Zanim to się stało zadomowiła się u mnie. Miałam ostatnio jakieś takie kryzysy twórcze, co widać zresztą po blogu. Nie znaczy to, że nic nie robiłam, ale żadnej z robótek nie dokańczałam, a robiła tysiąc rzeczy na raz. Tak też było z Żyrafą. Szydełkowa forma powstała na początku sierpnia i taka "goła" stała na mojej półce do końca października, kiedy to się wzięłam i skończyłam ją w jeden wieczór... ech... wstrętne to niechciejstwo, które mnie od niej odpychało, sprawiło, że nie zdążyła być gotowa w prezencie urodzinowym. Ale w sumie chyba na jedno wyszło, jak się okazuje...
Paplam za dużo, prawda? ;)
Już przechodzę do rzeczy!
Żyrafa trafiła do "pomarańczowego pudełka" i w takim opakowaniu pofrunęła na południe kraju...
A w środku...
Żyrafka miała szczęście załapać się na sesję plenerową. Coś czuję, że w tym roku już nie zdarzy się taka okazja... :( Tym bardziej się cieszę z ostatniej sesji :)
Widzicie te oczy i piękne rzęsy? To właśnie one sprawiły, że nazwałam ją Daisy, tak mi jakoś pasuje do niej to imię ;)
Projekt żyrafy zakupiłam TU.
Czy Wy również się cieszycie z faktu, że jutro już weekend? :D Pozdrawiam serdecznie!


